Nie wiem, czy też tak macie lub mieliście, że wraz z rozwojem własnym i zgłębianiem tarota zmienia się wasze podejście do kart, a co za tym idzie zmieniają się także talie, których lubicie używać.
Mamy teraz kwiecień roku 2015. Na ten moment w czaso-przestrzeni uwielbiam i co ważniejsze używam następujących talii tarota. Pokażę wam pojedyncze karty, a także rozkłady 5 lub 6 kartowe, abyście mogli zobaczyć, czy łatwo się je czyta, kiedy są rozłożone razem. Być może znacie już wszystkie z nich, a może odkryjecie w tym wpisie coś nowego :)
Oto one:
1. The Wild Unknown – ta talia niezmiennie należy do moich top ulubionych. Zawsze. Stworzona przez Kim Krans podbija serca wielu osób na świecie. Jest zadziwiająco prosta i bardzo wymowna. Na jej kartach nie ujrzycie żadnych postaci ludzkich. Przedstawia jedynie zwierzęta i elementy natury. Tarociści często wypowiadają się, że są talie, z którymi po prostu łączy ich coś specjalnego i wiedzą, że te talie zostaną z nimi na całe życie. Ja mam tak z The Wild Unknown. Była, jest i będzie :)
2. The Transparent Tarot – uwielbiam za kreatywność! Zawsze daje mi ciekawe wglądy, często z innej perspektywy. Mózg jakoś inaczej działa, jak symbolika jest taka bardzo prosta. Polecam do ćwiczeń kreatywnego pisania, tworzenia historii i wymyślania scenariuszy. Szczególnie ciekawe jest oczywiście nakładanie kart na siebie, aby stworzyć zupełnie nowy obraz. Można je układać jedną na drugiej, lub chronologicznie w linii. Wówczas tworzymy historię, którą możemy następnie opowiedzieć :)
3. Anna K tarot – kocham, nie kocham, kocham, nie kocham…mam takie uczucia związane z tą talią. Chcę ją zostawić i się nie da :) Jakoś do mnie przylgnęła i choć często wydaje mi się za dosłowna w przekazie (np. 4 miecze przedstawiają chorą w łóżku itd), to jednak dosyć trafna. Pożyjemy, zobaczymy, ale jak na razie Anna K wysoko w górze. Używałam dla siebie i dla innych. Lubię tę przedziwną sztukę Anny K . Wiem, że to nie dla wszystkich, ale mi się osobiście podoba taka np. ciut podstarzała Cesarzowa, czy starsi Kochankowie :) Ramki obcięłam.
4. The Druidcraft – ponieważ uwielbiam ziemiste, pogańskie klimaty często wracam do tej talii. Daje mi też bardzo wymierne wyniki w czytaniu dla innych. Poza tym uwielbiam sztukę W. Worthingtona i kolorystykę tej talii. Jest też coś w jej papierze…tak jakoś pasuje do ręki i się nie ślizga. Obcięłam oczywiście ramki, więc karty łatwiej się tasuje. Oryginalne były ogromne. Na zdjęciach kolory wyszły ciut inaczej. W rzeczywistości są niesamowite!
5. The Shadowscapes – myślałam, że nie polubię, ale myliłam się. Jest w tej talii coś zmysłowego, bardzo kobiecego, delikatnego. Sięgam po nią, kiedy czuję się krucha, kiedy mam ochotę na pobudzenie fantazji, odpuszczenie sobie „aktywności” i wsłuchanie się w bajkowy głos we mnie. Lubię medytować i wpatrywać się w poszczególne karty. Trochę się gubię w szczegółach, jeśli wyłożę ich za wiele. Ramki obcięłam, choć nie było właściwie potrzeby. Były malutkie i nie przeszkadzały. Jakoś tak z biegu mi poszło ;)
6. The Ceccoli Tarot – nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, bo widziałam tę talię na internecie wiele razy i nic! Ale była to z pewnością miłość od pierwszego dotknięcia. Jak już talia w końcu do mnie trafiła, nie mogłam się od niej oderwać. Co więcej, zauważyłam, że jej obrazki utkwiły mi w pamięci po jednym przejrzeniu. Pamiętałam dokładnie jak wygląda Głupiec, Kapłanka czy nawet małe arkana. Było to dosyć niesamowite połączenie. Ta talia jest dla mnie wciąż bardzo nowa, ale czuję, że zostanie na długo. Jest bardzo luźno związana z RWS, więc świetnie nadaje się do czytania intuicyjnego.
7. The Animal Tarot – Ted Andrews napisał wspaniałą książkę „Animal speak” i na podstawie tej książki wydał także tego tarota. Już pisałam, że ta talia niestety nie grzeszy estetyką. Nie jest ładna. Ale jest trafna i jak dla mnie spot on! Każda karta posiada krótkie hasło, co może pomóc osobom nie znającym jeszcze wszystkich znaczeń kart. Poza tym, jeśli ktoś lubi pracować ze zwierzętami mocy, jest to niezastąpiona składnica wiedzy. Książka akompaniująca talię opisuje zachowania zwierząt, ich symboliczne odnośniki w naszym życiu i przy każdej karcie znajdziecie też wiele pytań. A jak wiemy, dobre pytanie jest czasem warte więcej niż odpowiedź. Mam bardzo czuły stosunek do tej talii.
8. Tarot of the sevenfold mystery – może nie używam bardzo często, ale wracam. Jestem wielką fanką prac Roberta Place. Nie posiadam Alchemicznego tarota, ale posiadam ten i uwielbiam kolory, sztukę i tradycyjne podejście Roberta. Jest on historykiem tarota i jego kreska też wydaje się przypominać obrazy z innych epok…Nie ma do tej talii książki ale jest mała biała książeczka, gdzie Robert podaje podstawowe znaczenia kart. Obcięłam jej ramki, choć myślę, że akurat w tym przypadku mogłam je zostawić. Rzadko to ode mnie usłyszycie, ale ta talia LEPIEJ wyglądała z ramkami :) Jasne obrazy, łatwo czytelne.
10. Osho Zen – moja pierwsza talia tarota, którą dostałam w prezencie. Uwielbiam, często zaglądam, używam dla siebie i dla innych. Cudowna do pracy na każdym poziomie. Zawsze nadaje pracy z kartami głębszego, duchowego podtekstu. Muszę tu napisać, że wersja polska, którą też posiadam jest dużo gorsza od tej angielskiej. Nie wiem, co się stało w drukarni, ale kolorystyka jest tak daleka od oryginału, że aż nie mogłam uwierzyć! Niestety nie na korzyść. Kolory są dużo ciemniejsze i na wielu kartach zupełnie inne, niż na tych z wydania angielskiego. Byłam zszokowana, jak to zobaczyłam.
11. Mary-el tarot – artystycznie cudo. Głęboka talia. Mam ją od paru mieisęcy, ale się nie wgryzłam w nią jeszcze. Używam dosyć często do medytacji własnej. Nidgy jeszcze nie użyłam w czytaniu dla kogoś. Wspaniale wydana, choć bardzo połyskliwa. Oczywiście obcięłam ramki. Popełniłam jeden błąd: obcięłam też oznaczenia kart! Teraz zdarza mi się sięgać do książki, żeby dowiedzieć się z jaką kartą mam do czynienia ;) hahaha Nie róbcie tak jak ja! Ta talia nie jest klonem ani RWS ani Thotha. Jest jedyna w swoim rodzaju i ciężko się jej używa bez nazwy na karcie :) Choć muszę przyznać, że bez ramek wygląda o niebo lepiej!
12. The Wooden Tarot – szamańska. Piękne arkana wielkie. Dla nich ją kupiłam. Arkana małe przekonują mnie do siebie coraz bardziej, ale ciężko mi się z niej wróży. Świetnie się za to sprawdza w pracy z elementami, podróżach szamańskich i archetypach. Dosyć śliska i cienkie karty, ale bardzo się cieszę, że ją mam. Lubię estetycznie. Dzieło sztuki. Wersja bez-ramkowa.
13. Tarot of The Hidden Realm – próbowałam się opierać, bo prawie sami ludzie na kartach. „Ciut strasznie”- myślałam, bo to tak jakby tylko czytać non stop karty dworskie :) Ale znowu dałam się zaskoczyć. Talia jest super intymna. Twarze wyrażają często więcej niż niejeden obrazek, są pełne emocji. Kolorystyka talii i ogólnie jej wygląd są przepiękne. Miałam ją ze sobą w Tajlandii i często używałam. Muszę jeszcze ciut więcej z nią popracować, żeby tak naprawdę wiedzieć, czy mogę na niej polegać. Troszkę się ślizga w dłoniach i jest dosyć cienka, ale jeszcze ujdzie. Wersja bez-ramkowa.
14. Dame Darcy’s Mermaid Tarot – dzieło sztuki samo w sobie. Ostatnio nie używałam za często, ale wciąż uważam, że jest cudowna. Nie jestem do końca przekonana o trafności moich interpretacji tych kart. Niektóre z nich trafiają do mnie od razu, ale wiele nie ma w sobie takiej mocy (np As Buław, który jest wiosłem wynurzającym się z wody hmmm)… muszę z nimi jeszcze posiedzieć. Pomimo wszystko bardzo polecam, bo jest po prostu śliczna! Jak z nią pracuję, wydaje mi się, że jestem w galerii sztuki :)
15. Deviant Moon Tarot – ok, przyznaję się bez bicia, że właściwie nie używam, ale zerknęłam dzisiaj ZNOWU na tę talię i naprawdę ją lubię. Jest „straszna” i przecudowna zarazem. Nie wiem, czy przyjdzie czas, że będę jej regularnie używać, ale cieszę się, że jest w szafce i mogę do niej zajrzeć od czasu do czasu. Jest jedną z tych ciemniejszych talii. Wzorowaną na RWS. Ogląda się ją, jakby się oglądało jakieś koszmary senne :) Ujmuje jednak swoim światem i jest bardzo oryginalna. Szczególnie ładne jest wydanie bez-ramkowe. Oczywiście :)
Ciekawa jestem, czy macie w zanadrzu jakieś nietypowe talie i bardzo chętnie usłyszę o waszych ulubieńcach. Jak widzicie nie mogłam wybrać „małej” ilości talii, ale tak kocham sztukę, że nie mogę się powstrzymać przed sięganiem do więcej niż jednej talii dziennie :)
PS. Muszę uzupełnić wpis o Raider Waite Smith! Przecież używam często, uczę się na niej i poza tym lubię. I oczywiście jest sprawdzalna i klasyka! Trzeba mieć. Ja jestem z tych, którzy używają RWS częściej niż Thotha, choć Thotha też bardzo lubię i szanuję. Posiadam i używam, ale znacznie rzadziej niż RWS.
Original Raider Waite – wolę tę wersję, ponieważ kolory są przytłumione i nie takie rażące jak w wersji z kratkowanym tyłem. Grubość kart i papier też są dużo lepsze. Oczywiście obcięłam ramki :) I myślę, że wygląda zachwycająco!
Zainspirowana Twoim wpisem również opisałam swoje ulubione na dzień dzisiejszy talie. :) Doskonale rozumiem tą niemożność ograniczenia się to jednej czy dwóch talii, ja mam w swojej kolekcji mnóstwo bardzo różnych talii i nie potrafiłabym pracować tylko z jedną z nich przez dłuższy czas- uwielbiam różnorodność w taliach i uwielbiam mieć z czego wybierać. ;) A na rynku mamy tyle kuszących propozycji… No jak tu się nie dać? ;) Ja wiem dobrze, że nie potrafię. I w sumie nie chcę. Tylko później mam problem pt. „talie leżą i czekają”. I się „doczekowywują”, choć czasami długo to trwa. Ale jest ruch, jest dobrze. W końcu po to się talie kupuje, by z nimi pracować.
Z talii przez Ciebie wymienionych nie mam tylko dwóch. The Animal Tarot… Bardzo lubię talie ze zwierzętami, ale ta właśnie ze względu na grafikę mnie nie pociąga. Przeglądałam ją kilka razy… ale to chyba nie dla mnie. Natomiast Dame Darcy’s Mermaid Tarot pierwszy raz zobaczyłam u Ciebie i przyznam szczerze, że podoba mi się. :) Chociaż na razie nie na tyle, by ją kupić. Ale fajnie, że ma ten syreni motyw, mało jest talii z syrenami. A te, co są, jakoś mi nie podchodzą… Jeśli chodzi o tarota.
Pozdrawiam serdecznie :)
Zaraz zaglądam na twojego bloga! Jak miło poznać kogoś o podobnym spojrzeniu na tarota! Wczoraj wrzuciłam ten wpis do Klubu Tarota na FB i zamiast dyskusji na temat talii, dostałam komentarze typu: chce żeby klikać, bo chce zarabiać na blogu lub że wszystko piszę od siebie i za dużo mnie w tym blogu…. Hahaha Po prostu podzieliłam się tym, co lubię aby właśnie w tej chwili z ochotą sprawdzić twoje ulubione talie :) lecę do ciebie. Xxx