Wyciągnęłam dziś Cesarzową.




Zwykle wyciągam kartę dnia rano, z talii Ridera-Waite, a następnie szukam jej we wszystkich innych taliach jakie posiadam. Lubię w ten sposób zbombardować się impresjami i różnymi wersjami jednej karty. Pobudza to moją intuicję i inspiruje do dowiedzenia się więcej o archetypie, który właśnie mnie odwiedził.
Cesarzowa to jedna z moich ulubionych kart. Jestem kobietą, a ona mówi dużo o kobiecości. O kobiecości zbalansowanej, wygodnie siedzącej we własnej skórze, silnej ale także opiekuńczej. Jest kobietą, która akceptuje swoją seksualność, doświadcza życia zmysłami, łączy w sobie lekcje Głupca, Magika i Kapłanki: otwartości, kreatywności i wrażliwości w lekcję 3- zdolność syntezy i tworzenia. Cesarzowa jest matką, kochanką, żoną, kobietą biznesu; ona chce doświadczać i używać życia w różnych jego aspektach.
Jak dla mnie jest kartą miłości i kartą zdrowego balansu pomiędzy dawaniem i braniem miłości. Sugeruje też piękno, artyzm i dbanie o sferę fizyczną. Kojarzy mi się z astrologicznym Bykiem, rządzonym przez Wenus, który mówi: powąchaj róże, zatrzymaj się i rozkoszuj się tym, co masz.

Dzisiejszy dzień był dla mnie szansą na kreowanie takiego świadomego balansu. Dawałam i brałam. Dałam czas innym, ale także zadbałam o to, aby mieć go dla siebie, na naukę. Dobrze jadłam. Pośmiałam się z mężem. Wieczorem wyszłam na spotkanie z przyjaciółmi. Czułam się Cesarzową, bo tak chciałam.
Myślę, że dosyć wygodnie czuję się z energią tego archetypu i mogę się zjednoczyć dość łatwo z moją kobiecością. Może czasem powinnam pamiętać bardziej o łagodności i spokoju Cesarzowej…kobiecość jak wiemy ma wiele twarzy. Ja kocham je wszystkie, ale niektóre przychodzą mi łatwiej niż inne.